piątek, 14 grudnia 2012

Rozdział 2 część 2


                Wyskoczyłam z autobusu na następnym przystanku i pobiegłam w stronę domu Hanny. Szybko dotarłam na miejsce i zapukałam. Drzwi otworzyły się niemal natychmiast. Najpierw zobaczyłam burzę niebieskich włosów, a dopiero potem twarz i całą sylwetkę mojej przyjaciółki wychodzącej z mroku przedpokoju.
                -Hej Lulu! Byłaś już na rozmowie? – Uściskała mnie mocno. Zawsze wszystkich przytulała na powitanie, pożegnanie, pocieszenie, z radości, gdy chciała powiedzieć coś ważnego, gdy była zestresowania, gdy wpadła na jakiś pomysł, a także, kiedy nie wiedziała, co robić. Ogólnie, przytulała ludzi prawie cały czas. Z trudem wyślizgnęłam się z jej objęć.
                -Nie, jeszcze nie. Potrzebna mi ta paczka. Teraz. – powiedziałam z naciskiem – Spójrz na moje włosy!
                -Co z nimi? – spytała niepewnie, zbita z tropu – Są takie jak zwykle, długie, proste i czarne… - spojrzałam na swoje odbicie w lustrze znajdującym się za nią. Włosy były białe – Za to coś jest nie tak z twoimi oczami – zbliżyła się do mnie, by przyjrzeć się moim źrenicom. Zamknęłam oczy i westchnęłam
                -Dasz mi tą paczkę? Śpieszę się… -jęknęłam. Pokiwała głową i ruszyła w głąb domu.
                -Idź do salonu, napij się czegoś, zaraz ci ją przyniosę – krzyknęła ze schodów. Przeszłam przez próg domu, gdy nagle zatrzymałam się i skoczyłam do tyłu jak oparzona. Była taka jedna sprawa, przez którą rzadko bywałam w domu przyjaciółki. A teraz prawie o tym zapomniałam…
                -Han? – zawołałam cicho
                -Tak, Lu? – prawie od razu dostałam odpowiedź, a po chwili tuż przede mną pojawiła się dziewczyna
                -Gabriel jest w domu? – spytałam szeptem, lekko wycofując się do tyłu. Ona tylko zaśmiała się, prawdopodobnie z wyrazu mojej twarzy
                -Nie głuptasie, nie ma go. Nie masz się czym martwić – przytuliła mnie – Wybył z domu z samego rana, hałasując przy okazji niemiłosiernie. Mówił, że ma dziś wiele spraw do załatwienia, a po południu jakąś ważną rozmowę.
                -To dobrze… - uśmiechnęłam się słabo i już bez wahania weszłam do środka. Rozejrzałam się po małym, ciasnym i ciemnym pomieszczeniu. Sprawiało wrażenie, że dom jest nędzny i ubogi. Było to jednak tylko złudzenie. Otworzyłam drzwi przed sobą i przeszłam z sieni do ogromnego, bogatego holu. Zupełnie takiego samego, jak w filmach. No wiecie, szerokie, lekko skręcające białe schody, ze złoconą poręczą, wszędzie marmur, kosztowne obrazy, złote elementy ozdób i wielki, kryształowy żyrandol. Reszta domu nie była w tyle. Zawsze zastanawiałam się, skąd Gabriel i Hanna mają pieniądze, na utrzymanie tego wszystkiego. Spytałam kiedyś o to, lecz An odburknęła coś niewyraźnie i zaczęła nowy temat.
                Przeszłam do „Małego Pokoju Kominkowego” lub, jak to zwykła nazywać go Hanna PSC, czyli „Przyjacielskiej Strefy Ciepła”, a czasem „Przytulnej…”. Zależnie od tego, czy siedziała tam sama, czy z kimś. Ja wolałam jednak nazywać go MPK, bo to tak trochę śmieszniej.. To pomieszczenie różniło się od innych. Było nieduże, przytulne. Nie było tu żadnych złoceń, czy niepotrzebnych drogocennych rzeczy. Była za do kanapa i dwa fotele ze skóry, dywan-niedźwiedź i najważniejsze: kominek. Usiadłam po turecku tuż przed buchającym wesoło ogniem i czekałam.
                Po kilkunastu minutach Hanna weszła do pokoju i rzuciła się na fotel.
                -Lu, powiedz mi, czemu ty się go boisz? – spytała, kładąc małe pudełko obwinięte w brązowy papier obok mnie
                -Kogo się boję? – Odwróciłam się w jej stronę.
                -No Gabriela, głuptasie! – zaśmiała się – A więc czemu się go boisz?
                -Nie boję się go! – krzyknęłam
                -Załóżmy, że ci wierzę.
                -Naprawdę się go nie boję.  Ja po prostu go nie lubię…
                -Wiem, że go nie lubisz. Dlaczego? – powiedziała twardo
                -Przecież wiesz…
                -Dlaczego? – nie dawała za wygraną. Westchnęłam.
                -An, doskonale wiesz, jak wygląda sytuacja, jakie jest jego zachowanie w stosunku do mnie. I do całego świata. I jeszcze się pytasz, czemu go nie lubię? Może lepiej spytaj jego, dlaczego nie lubi mnie.
                -On cię lubi…
                -Tak, a trawa jest niebieska, jednorożce naprawdę istnieją, a delfiny mówią po ludzku – prychnęłam. – A nawet jeśli, to jakoś mało mnie to obchodzi.
                -Och, jaka ty jesteś czasem wkurzająca! Doskonale wiesz, że on cię lubi!
                -Mówię przecież, że nie obchodzi mnie to! – warknęłam – Może mnie lubić, może mnie też nienawidzić, wszystko mi jedno! Byle tylko przestał robić, to co robi! Nie pasuje mi to, jak się w stosunku do mnie zachowuje! Jasne?
                -Tak, tak, przecież wiem. I jestem po twojej stronie, naprawdę, nie krzycz… - przytuliła mnie
                -Która godzina?
                -12:58
                -Cholera, już tak późno?! Niedługo mam rozmowę o pracę! – krzyknęłam i poderwałam się do góry – Muszę lecieć! – wybiegłam z pokoju.
                -Ej, spokojnie, poczekaj! – zawołała za mną Han. Zatrzymałam się i odwróciłam do niej, patrząc pytająco – Zapomniałaś tego! – rzuciła mi paczkę, po którą tu przyszłam. Złapałam ją w ostatniej chwili. Odetchnęłam z ulgą. Gdyby upadła na ziemię, byłoby źle.
                -Och, dzięki, zapomniałabym! – uśmiechnęłam się do niej – Do zobaczenia później.
                -Powodzenia! I nie zapomnij języka w gębie, na tej rozmowie! – zaśmiała się – Pewnie i tak cię nie przyjmą, bo nie będziesz potrafiła powiedzieć nawet jak się nazywasz!
                -Mhm, dzięki za wsparcie i wiarę we mnie. – pokazałam jej środkowy palec i wyszłam z domu.
                To nie było tak, że nienawidzę Gabriela. Po prostu nie pałałam do niego zbyt wielką sympatią. Był irytujący, samolubny, arogancki, zbyt pewny siebie, można by nawet powiedzieć, że wywyższał się ponad innych, jakby uważał się za lepszego. I nieustannie dawał to wszystkim do zrozumienia. Jego styl bycia po prostu krzyczał wokoło „Patrzcie, jestem wspaniały, najlepszy, a wy, nędzne robaki, nawet nie możecie się ze mną równać!”. Takie przynajmniej odnosiłam wrażenie. Co prawda, był przystojny, a nawet atrakcyjny. Bardzo atrakcyjny. I było w nim coś takiego… Coś, co przyciągało. Większość dziewczyn wzdychała do niego. A on oczywiście z radością to wykorzystywał. A jakże inaczej? Z tego powodu współczułam Han, ale ona jakoś to znosiła. Uwodził te wszystkie biedne dziewczyny, a następnego ranka wywalał za drzwi. Chociaż, patrząc na to z innej strony, dobrze im tak, skoro od razu rzucają się do łóżka seksownemu facetowi, skoro zamiast spojrzeć na charakter, całą swoją uwagę skupiają tylko na ciele. Na tym atrakcyjnym ciele… Wspaniałej figurze, wprost idealnych, nie za małych, nie za dużych mięśniach… Na tej czarnej Czuprynie i oczach ciemnych jak otchłań, która do siebie woła, przyciąga, w którą chce się spadać i spadać bez końca…  Potrząsnęłam głową, z przerażeniem zdając sobie sprawę z toku własnych myśli. W każdym razie, Gabriel może i był atrakcyjny, ale był także arogancki i ogólnie okropny. Powtarzałam to sobie przez kilka minut. Gabriel. Jest. Niedobrą. Osobą. Hmm… Pasował idealnie do Laury. W ogóle lepiej dla świata by było, gdyby ta parka odczepiła się ode mnie i moich przyjaciół. Oczywiście ta głupia, tleniona blondyna już dużo razy próbowała przyciągnąć do siebie Gabriela. A on po mistrzowsku ignorował wszystkie jej zaloty, za co ma u mnie ogromnego plusa i coś w rodzaju szacunku. Oliwer jednak nie zauważał, że jego dziewczyna przystawia się do innego. A może wie i dlatego tak bardzo nienawidzi „konkurenta”? Zawsze, gdy ci dwaj są w jednym pomieszczeniu, ten słodki, zawsze miły i uprzejmy dla wszystkich Oli staje się prawie bestią. Między tymi dwoma od zawsze jest coś w rodzaju konkurencji, walki o to, który jest samcem alfa. Jednak skoro Oli wie, to czemu nie rzucił jeszcze tej suki? Czemu udaje, że wszystko jest w porządku? Najwyraźniej chyba nie wie… Albo nie chce wiedzieć, nie pozwala dopuścić do siebie tej informacji… Jak już mówiłam, lepiej dla świata by było, gdyby te dwa „czarne charaktery” zajęły się sobą. Oli zasługuje na kogoś lepszego! Na przykład na Hannę. Zatrzymałam się na chwilę. Ta myśl mnie przeraziła. Nie pasowało mi to, nie chciałam tego… Tylko nie wiem, która perspektywa przeraziła mnie bardziej: Oliwer z Han, czy Gabriel z Laurą…
                Coś niedobrego działo się z moją głową… Nachodziły mnie dziwne myśli. A dodatkowo bolała jak diabli, szczególnie w okolicach oczu. Mając nadzieję, że to pomoże, spojrzałam na słońce, ale… Zatrzymałam się przerażona i patrzyłam przez dłuższy czas w górę. Po chwili zdałam sobie sprawę, że stoję z otwartą szeroko buzią na środku chodnika, blokując innym ludziom przejście. Szybko przesunęłam się pod ścianę najbliższego budynku, nie spuszczając wzroku z nieba. To nie mogło dziać się naprawdę!


__________________________________________________
A więc jak widać, udało mi się dorwać komputer! :D Cieszycie się? To tylko dlatego, że nie poszłam dziś do szkoły, więc "nielegalnie" zasiadłam na krześle i przepisałam 5 i pół strony z mojego kochanego zeszytu B5 xD W ogóle to w takim zeszycie to wydaje się, że 5 stron to dużo, a tu ledwo nie całe 3 strony A4... Wiecie co? Wpadłam na genialny pomysł! Pole na tekst zrobię węższe, przez co optycznie tekst będzie wydawał się dłuższy! Oto mój niecny plan! Ale teraz mi się nie chce :D
Teraz moje tradycyjne jęczenie jak to jest źle:
I tu was zaskoczę, bo tym razem myślę że nie jest chyba tak źle. Jest nawet dobrze. Tylko nie wyszedł mi drugi dialog i te rozmyślania o Gabrielu, Hannie, Oliwerze i Laurze też mi tak trochę nie pasują. I w ogóle za dużo dialogu, za mało opisów. Ale wybaczę to sobie, wy może też mi wybaczycie.
Baardzo proszę, powytykajcie mi wszystkie błędy które znajdziecie, każdy nawet najmniejszy szczegół, który wam nie pasuje i się nie podoba, ok? Możecie też oczywiście powiedzieć co się podoba ^^ (o ile coś takiego jest) Mi w całym tym rozdziale najbardziej podoba się chyba MPK, tak przez przypadek wymyśliłam, a dopiero teraz się zorientowałam że to skrót od Miejskie Przedsiębiorstwo Komunalne :D A tak w ogóle wiecie, że Warszawskie MPK ma numer gg i skype? xD

Jest także jedna sprawa organizacyjna. Mianowicie chodzi mi o mój pierwszy pierwszy najpierwsiejszy post na tym blogu. Dwie koleżanki mówiły mi, że jest trochę wredny. Jeśli kogokolwiek nim uraziłam, to bardzo przepraszam. Pisałam go pod wpływem emocji. Pod wpływem tych samych emocji założyłam tego bloga. I wpadłam na pomysł napisania tego opowiadania. Emocje to niezwykła sprawa. Często sprawiają, że robimy głupie rzeczy. Jednak równie często są impulsem, do zrobienia czegoś, dobrego, wspaniałego. Kiedy one działają, nie myślimy o skutkach. W ogóle nie myślimy. Po prostu działamy. Ale nie o emocjach chciałam pisać, tylko o poście. Nawet jeśli kogoś obraża, dotyka, to go nie usunę, ani nie zmienię. Pokazuje, czemu tu jestem. Przedstawia on moją postawę w tamtej chwili. Oczywiście ta postawa mogła ulec drobnej zmianie. I uległa, ponieważ znalazłam wiele wartościowych i ciekawych blogów, których wtedy nie znałam. Wtedy widziałam tylko same gówna. Ale to się zmieniło. A skoro o blogach mowa, to mam taką małą wiadomość do Złotej Żmii. Chcę Ci tylko powiedzieć, że czytam twojego bloga od dawna i ciągle zbieram się, żeby skomentować. Jednak jeszcze nie skomentowałam, ponieważ piszesz tak fajną rzecz, że: po pierwsze, uważam że zasługujesz na taki naprawdę naprawdę dobry komentarz, a takowego szybko się nie pisze, szczególnie kiedy nie ma się zbyt wiele czasu. A po drugie, nie ma się do czego przyczepić, a ja lubię mieć się do czego przyczepić. To by było chyba na tyle. O, a wszystkim innym których obserwuję, to pewnie jakoś na święta, albo po świętach nadrobię zaległości i skomentuję, bo aktualnie nie mam za bardzo jak ;)

A na zakończenie, muszę się trochę po podniecać próbnymi testami gimnazjalnymi, które były już daawno temu, ale dopiero teraz mam okazję. Z rozprawki dostałam 10 pkt na 10! :D Pół mojej szkoły twierdziło, że jest trudny temat, w ogóle jakiś dziwny itd. A według mnie był nawet łatwy... Ale cóż, każdy myśli inaczej. Muszę się jeszcze pochwalić, że choć obowiązkowo trzeba było wypełnić jakieś 4/5 strony A4, to ja zapisałam ponad dwie ^^ I na cały ten ogrom tekstu miałam tylko 3 błędy! Jeden interpunkcyjny i dwa składniowe. Swoją drogą tylko ja jestem zdolna żeby napisać zdanie na 3 linijki. A później zdanie na 6 linijek... O.o

Dobra, już nie zanudzam ;)

Jeejku, jak to się dzieję, że zawsze się tu na dole tak strasznie rozpisuję? -,-

(w ciągu godziny aktualizowałam tego posta jakieś 4 razy, taki szczególik, jakby to kogoś interesowało xD) 

2 komentarze:

Złota Żmija pisze...

Och, dziękuję za wspomnienie o mnie. Miło wiedzieć, że ktoś czytuje moje wypocinki. Ale nie jesteś pierwszą osobą, która tak właśnie pisze, że czyta, ale brak jej czasu czy natchnienie na skrobnięcie mi dobrego komentarza. Bardzo mnie zastanawia, dlaczego tak się właśnie dzieje. Dobra, dosyć o mnie, przejdźmy do komentarza.
Będę tak dość chaotycznie pisać ten komentarz, nie potrafię się ogarnąć, więc ostrzegam na wstępie. Bo partiami czytam i na bieżąco komentuję ;)
Opis pokoju, a wcześniej domu, rzuciło mi się w oczy zbyt często używane słowo "było". Sam opis jest całkiem niezły.
Sprawa druga. Raz Han, raz An, rozumiem, że to tak wymiennie? Jak czytałam pierwszy raz miałam majndfaka, że w końcu nie byłam pewna imienia przyjaciółki Luizy. Ale może inni nie będą tak rozgarnięci jak kopka siana. Czyli jak ja.
Opis Gabriela i stosunków między wszystkimi bohaterami to jedno pomieszanie z poplątaniem. Brak tam kilku akapitów, moim zdaniem.
Błędów ortograficznych nie zauważyłam, o interpunkcję sie nie czepiam, bo sama jestem noga, a błędy stylistyczne, logiczne, kompozycyjne i tak dalej, to kompletnie nie moja działka i na każdym wypracowaniu pisałam to na czuja.
Teraz treść. Brak mi trochę spójności pomiędzy pierwszą i drugą częścią. Znaczy no oczywiście wizyta u Hanny wynika z wcześniejszej notki i tak dalej. Chodzi mi bardziej, że gdy tylko Lulu dostrzegła zmianę w wyglądzie, od razu wiedziała, do kogo z tym dzwonić. Tak jakby Hanna doświadczyła czegoś takiego i mogła ją w tej syturacji poratować. Co więcej z wcześniejszego wpisu można wywnioskować, że z tą zmianą może mieć jakiś związek tajemnicza paczuszka, o której nic na razie nie wiemy. Podobnie temat zmiany oczu, również nie został poruszony. Mam nadzieję, że w dalszej części zostanie to wyjaśnione.
Bohaterowie. Hm. Hanna, to od razu nasunęło mi się na myśl, przypomina trochę Alice ze Zmierzchu. Nie chcę tu nikogo urazić, bo sama fanką zmierzchu nie jestem, to po prostu pierwsze skojarzenie. Osóbka radosna, szalona - ach, te niebieskie pukle i bogata.
Oczywiście głównym bohaterem tego fragmentu jest Gabriel. Przystojny, męski, blablabla. Szczerze mówiąc dość sztampowy bohater, jakich jest całkiem sporo wśród różnych opowieści. Jego charakter, połączenie zołzowatości z pięknym opakowaniem, to też nic nowego. Nie chcę niczego przewidywać, ale na mojego nosa Gabryś to wampir lub inny taki potężny ktoś, który jest obrzydliwie tak samo obrzydliwie bogaty, co bosko przystojny ;) Czepiam się go, bo na razie niczym mnie nie zaskoczył i nie zaintrygował. A główna bohaterka wydaje się mieć na niego chrapkę ;D
To czy go polubię (a zazwyczaj pałam większą sympatią do postaci męskich), zależy od Twojego planu na tę postać.
Ach i jeszcze jedna sprawa. Bo albo jestem tak ciemna, albo to nie zostało do końca wyjaśnione, może to jest Twoj zamierzony efekt. Gabriel i Hanna są parą, tak? A mimo to, Gabryś <- nie chcę nic mówić, ale to imię jest dość niefortunne dla mnie, bo ma takie jakieś miękko, by nie powiedzieć pedalskie zdrobnienie, ale to tak na marginesie, zdradza ją z laskami na lewo i prawo? Biedna Han! Jeżeli jest z nim dla boskiego domu, to naprawdę jest to marny powód znoszenia kolejnych zdrad. Ale może wszystko się okaże w kolejnej części.
Swoją drogą, tak teraz mi się jakby przypomniało, że bardzo niewiele wiem o głównej bohaterce. Hm albo moja czacha wyrzuciła z pamięci jakiekolwiek wiadomości.
To chyba już wszystko. Niecierpliwie czekam na ciąg dalszy.
Pozdrawiam^^

Złota Żmija pisze...

Jeszcze skomentuję jedną rzecz. A mianowicie Twojego pierwszego posta. Wcale nie uważam, by był jakoś strasznie chamski, był po prostu szczery. W Internecie można znaleźć tony banalnych opowiadań, ze sztampową fabułą i identycznymi bohaterami. A błędy są czasem tak częste, że aż zaczynam myśleć: kurcze, a może to ja robię błąd pisząc tak i tak? Najgorsze, że jak się napatrzę na te błędy, to potem sama walę takie byki, że aż wstyd przyznać. A to całe oburzenie zabolało, bo nic tak bardzo nie boli jak powiedzenie na głos prawdy, z której dana osoba zdaje sobie sprawę. Aż mi się przypomniał jeden pasek Stripfielda (polecam polecam). Kurczę pogrzebałabym i poszukała, ale przekroczyłam transfer na moim jenterniecie i chodzi tak fantastycznie szybko, że szkoda gadać. Jednakże wracając, nie oszukujmy się, znalezienie w internecie czegoś, co nie jest o łan erekszyn, albo o super elo joł pro nastolatkach najaranych na Londyn, Paryż tudzież inne Puerto Rico, jest naprawdę trudnym zadaniem. A jeżeli nie ma się zbyt wiele czasu, by poświęcić na poszukiwania takiej perełki, to już wgl mogiła.
Teraz druga sprawa, ja przyznam szczerze, że nie szukam niczego ambitnego na bloggerze. Niczego na miarę Wiesława, Gry o tron, czy Harry'ego Pottera raczej tu nie znajdę. Ale lubię sobie poczytać te wypocinki, właśnie ze względu na te miłosne opowiastki. Bawią mnie i cieszą, a jeżeli sa napisane w sposób niebanalny, to już po prostu cut mjut i ożeszki. Co nie znaczy, że czytam wszystko jak leci. Oprócz tego co napisałam wyżej unikam blogasków o nudnych, przewidywalnych fabułach i dialogach. A także banalnym stylu pisarkim. Lubię opowieści ze szczyptą pikanterii, czarnego humoru i sarkazmu, a także sprawne operowanie słowem. Podsumowując trudno mnie naprawdę zachwycić, a czytam mnóstwo tych blogów, by zresetować swój mózg, a również wybadać kondycję wyobraźni autorów.
Pozdrawiam jeszcze raz ;)