Wyskoczyłam
z autobusu na następnym przystanku i pobiegłam w stronę domu Hanny. Szybko
dotarłam na miejsce i zapukałam. Drzwi otworzyły się niemal natychmiast.
Najpierw zobaczyłam burzę niebieskich włosów, a dopiero potem twarz i całą
sylwetkę mojej przyjaciółki wychodzącej z mroku przedpokoju.
-Hej Lulu! Byłaś już na
rozmowie? – Uściskała mnie mocno. Zawsze wszystkich przytulała na powitanie,
pożegnanie, pocieszenie, z radości, gdy chciała powiedzieć coś ważnego, gdy
była zestresowania, gdy wpadła na jakiś pomysł, a także, kiedy nie wiedziała,
co robić. Ogólnie, przytulała ludzi prawie cały czas. Z trudem wyślizgnęłam się
z jej objęć.
-Nie, jeszcze nie.
Potrzebna mi ta paczka. Teraz. – powiedziałam z naciskiem – Spójrz na moje
włosy!
-Co z nimi? – spytała
niepewnie, zbita z tropu – Są takie jak zwykle, długie, proste i czarne… -
spojrzałam na swoje odbicie w lustrze znajdującym się za nią. Włosy były białe
– Za to coś jest nie tak z twoimi oczami – zbliżyła się do mnie, by przyjrzeć
się moim źrenicom. Zamknęłam oczy i westchnęłam
-Dasz mi tą paczkę?
Śpieszę się… -jęknęłam. Pokiwała głową i ruszyła w głąb domu.
-Idź do salonu, napij się
czegoś, zaraz ci ją przyniosę – krzyknęła ze schodów. Przeszłam przez próg
domu, gdy nagle zatrzymałam się i skoczyłam do tyłu jak oparzona. Była taka
jedna sprawa, przez którą rzadko bywałam w domu przyjaciółki. A teraz prawie o
tym zapomniałam…
-Han? – zawołałam cicho
-Tak, Lu? – prawie od razu
dostałam odpowiedź, a po chwili tuż przede mną pojawiła się dziewczyna
-Gabriel jest w domu? –
spytałam szeptem, lekko wycofując się do tyłu. Ona tylko zaśmiała się,
prawdopodobnie z wyrazu mojej twarzy
-Nie głuptasie, nie ma go.
Nie masz się czym martwić – przytuliła mnie – Wybył z domu z samego rana,
hałasując przy okazji niemiłosiernie. Mówił, że ma dziś wiele spraw do
załatwienia, a po południu jakąś ważną rozmowę.
-To dobrze… - uśmiechnęłam
się słabo i już bez wahania weszłam do środka. Rozejrzałam się po małym,
ciasnym i ciemnym pomieszczeniu. Sprawiało wrażenie, że dom jest nędzny i
ubogi. Było to jednak tylko złudzenie. Otworzyłam drzwi przed sobą i przeszłam
z sieni do ogromnego, bogatego holu. Zupełnie takiego samego, jak w filmach. No
wiecie, szerokie, lekko skręcające białe schody, ze złoconą poręczą, wszędzie marmur,
kosztowne obrazy, złote elementy ozdób i wielki, kryształowy żyrandol. Reszta
domu nie była w tyle. Zawsze zastanawiałam się, skąd Gabriel i Hanna mają
pieniądze, na utrzymanie tego wszystkiego. Spytałam kiedyś o to, lecz An
odburknęła coś niewyraźnie i zaczęła nowy temat.
Przeszłam do „Małego
Pokoju Kominkowego” lub, jak to zwykła nazywać go Hanna PSC, czyli
„Przyjacielskiej Strefy Ciepła”, a czasem „Przytulnej…”. Zależnie od tego, czy
siedziała tam sama, czy z kimś. Ja wolałam jednak nazywać go MPK, bo to tak
trochę śmieszniej.. To pomieszczenie różniło się od innych. Było nieduże,
przytulne. Nie było tu żadnych złoceń, czy niepotrzebnych drogocennych rzeczy.
Była za do kanapa i dwa fotele ze skóry, dywan-niedźwiedź i najważniejsze:
kominek. Usiadłam po turecku tuż przed buchającym wesoło ogniem i czekałam.
Po kilkunastu minutach
Hanna weszła do pokoju i rzuciła się na fotel.
-Lu, powiedz mi, czemu ty
się go boisz? – spytała, kładąc małe pudełko obwinięte w brązowy papier obok
mnie
-Kogo się boję? –
Odwróciłam się w jej stronę.
-No Gabriela, głuptasie! –
zaśmiała się – A więc czemu się go boisz?
-Nie boję się go! –
krzyknęłam
-Załóżmy, że ci wierzę.
-Naprawdę się go nie boję.
Ja po prostu go nie lubię…
-Wiem, że go nie lubisz.
Dlaczego? – powiedziała twardo
-Przecież wiesz…
-Dlaczego? – nie dawała za
wygraną. Westchnęłam.
-An, doskonale wiesz, jak
wygląda sytuacja, jakie jest jego zachowanie w stosunku do mnie. I do całego
świata. I jeszcze się pytasz, czemu go nie lubię? Może lepiej spytaj jego,
dlaczego nie lubi mnie.
-On cię lubi…
-Tak, a trawa jest
niebieska, jednorożce naprawdę istnieją, a delfiny mówią po ludzku –
prychnęłam. – A nawet jeśli, to jakoś mało mnie to obchodzi.
-Och, jaka ty jesteś
czasem wkurzająca! Doskonale wiesz, że on cię lubi!
-Mówię przecież, że nie
obchodzi mnie to! – warknęłam – Może mnie lubić, może mnie też nienawidzić,
wszystko mi jedno! Byle tylko przestał robić, to co robi! Nie pasuje mi to, jak
się w stosunku do mnie zachowuje! Jasne?
-Tak, tak, przecież wiem.
I jestem po twojej stronie, naprawdę, nie krzycz… - przytuliła mnie
-Która godzina?
-12:58
-Cholera, już tak późno?!
Niedługo mam rozmowę o pracę! – krzyknęłam i poderwałam się do góry – Muszę
lecieć! – wybiegłam z pokoju.
-Ej, spokojnie, poczekaj!
– zawołała za mną Han. Zatrzymałam się i odwróciłam do niej, patrząc pytająco –
Zapomniałaś tego! – rzuciła mi paczkę, po którą tu przyszłam. Złapałam ją w
ostatniej chwili. Odetchnęłam z ulgą. Gdyby upadła na ziemię, byłoby źle.
-Och, dzięki, zapomniałabym!
– uśmiechnęłam się do niej – Do zobaczenia później.
-Powodzenia! I nie
zapomnij języka w gębie, na tej rozmowie! – zaśmiała się – Pewnie i tak cię nie
przyjmą, bo nie będziesz potrafiła powiedzieć nawet jak się nazywasz!
-Mhm, dzięki za wsparcie i
wiarę we mnie. – pokazałam jej środkowy palec i wyszłam z domu.
To nie
było tak, że nienawidzę Gabriela. Po prostu nie pałałam do niego zbyt wielką
sympatią. Był irytujący, samolubny, arogancki, zbyt pewny siebie, można by
nawet powiedzieć, że wywyższał się ponad innych, jakby uważał się za lepszego.
I nieustannie dawał to wszystkim do zrozumienia. Jego styl bycia po prostu
krzyczał wokoło „Patrzcie, jestem wspaniały, najlepszy, a wy, nędzne robaki,
nawet nie możecie się ze mną równać!”. Takie przynajmniej odnosiłam wrażenie.
Co prawda, był przystojny, a nawet atrakcyjny. Bardzo atrakcyjny. I było w nim
coś takiego… Coś, co przyciągało. Większość dziewczyn wzdychała do niego. A on
oczywiście z radością to wykorzystywał. A jakże inaczej? Z tego powodu
współczułam Han, ale ona jakoś to znosiła. Uwodził te wszystkie biedne
dziewczyny, a następnego ranka wywalał za drzwi. Chociaż, patrząc na to z innej
strony, dobrze im tak, skoro od razu rzucają się do łóżka seksownemu facetowi,
skoro zamiast spojrzeć na charakter, całą swoją uwagę skupiają tylko na ciele.
Na tym atrakcyjnym ciele… Wspaniałej figurze, wprost idealnych, nie za małych,
nie za dużych mięśniach… Na tej czarnej Czuprynie i oczach ciemnych jak
otchłań, która do siebie woła, przyciąga, w którą chce się spadać i spadać bez
końca… Potrząsnęłam głową, z
przerażeniem zdając sobie sprawę z toku własnych myśli. W każdym razie, Gabriel
może i był atrakcyjny, ale był także arogancki i ogólnie okropny. Powtarzałam
to sobie przez kilka minut. Gabriel. Jest. Niedobrą. Osobą. Hmm… Pasował
idealnie do Laury. W ogóle lepiej dla świata by było, gdyby ta parka odczepiła
się ode mnie i moich przyjaciół. Oczywiście ta głupia, tleniona blondyna już
dużo razy próbowała przyciągnąć do siebie Gabriela. A on po mistrzowsku
ignorował wszystkie jej zaloty, za co ma u mnie ogromnego plusa i coś w rodzaju
szacunku. Oliwer jednak nie zauważał, że jego dziewczyna przystawia się do
innego. A może wie i dlatego tak bardzo nienawidzi „konkurenta”? Zawsze, gdy ci
dwaj są w jednym pomieszczeniu, ten słodki, zawsze miły i uprzejmy dla
wszystkich Oli staje się prawie bestią. Między tymi dwoma od zawsze jest coś w
rodzaju konkurencji, walki o to, który jest samcem alfa. Jednak skoro Oli wie,
to czemu nie rzucił jeszcze tej suki? Czemu udaje, że wszystko jest w porządku?
Najwyraźniej chyba nie wie… Albo nie chce wiedzieć, nie pozwala dopuścić do
siebie tej informacji… Jak już mówiłam, lepiej dla świata by było, gdyby te dwa
„czarne charaktery” zajęły się sobą. Oli zasługuje na kogoś lepszego! Na
przykład na Hannę. Zatrzymałam się na chwilę. Ta myśl mnie przeraziła. Nie
pasowało mi to, nie chciałam tego… Tylko nie wiem, która perspektywa przeraziła
mnie bardziej: Oliwer z Han, czy Gabriel z Laurą…
Coś niedobrego działo się
z moją głową… Nachodziły mnie dziwne myśli. A dodatkowo bolała jak diabli,
szczególnie w okolicach oczu. Mając nadzieję, że to pomoże, spojrzałam na
słońce, ale… Zatrzymałam się przerażona i patrzyłam przez dłuższy czas w górę.
Po chwili zdałam sobie sprawę, że stoję z otwartą szeroko buzią na środku
chodnika, blokując innym ludziom przejście. Szybko przesunęłam się pod ścianę
najbliższego budynku, nie spuszczając wzroku z nieba. To nie mogło dziać się naprawdę!
__________________________________________________
A więc jak widać, udało mi się dorwać komputer! :D Cieszycie się? To tylko dlatego, że nie poszłam dziś do szkoły, więc "nielegalnie" zasiadłam na krześle i przepisałam 5 i pół strony z mojego kochanego zeszytu B5 xD W ogóle to w takim zeszycie to wydaje się, że 5 stron to dużo, a tu ledwo nie całe 3 strony A4... Wiecie co? Wpadłam na genialny pomysł! Pole na tekst zrobię węższe, przez co optycznie tekst będzie wydawał się dłuższy! Oto mój niecny plan! Ale teraz mi się nie chce :D
Teraz moje tradycyjne jęczenie jak to jest źle:
I tu was zaskoczę, bo tym razem myślę że nie jest chyba tak źle. Jest nawet dobrze. Tylko nie wyszedł mi drugi dialog i te rozmyślania o Gabrielu, Hannie, Oliwerze i Laurze też mi tak trochę nie pasują. I w ogóle za dużo dialogu, za mało opisów. Ale wybaczę to sobie, wy może też mi wybaczycie.
Baardzo proszę, powytykajcie mi wszystkie błędy które znajdziecie, każdy nawet najmniejszy szczegół, który wam nie pasuje i się nie podoba, ok? Możecie też oczywiście powiedzieć co się podoba ^^ (o ile coś takiego jest) Mi w całym tym rozdziale najbardziej podoba się chyba MPK, tak przez przypadek wymyśliłam, a dopiero teraz się zorientowałam że to skrót od Miejskie Przedsiębiorstwo Komunalne :D A tak w ogóle wiecie, że Warszawskie MPK ma numer gg i skype? xD
Jest także jedna sprawa organizacyjna. Mianowicie chodzi mi o mój pierwszy pierwszy najpierwsiejszy post na tym blogu. Dwie koleżanki mówiły mi, że jest trochę wredny. Jeśli kogokolwiek nim uraziłam, to bardzo przepraszam. Pisałam go pod wpływem emocji. Pod wpływem tych samych emocji założyłam tego bloga. I wpadłam na pomysł napisania tego opowiadania. Emocje to niezwykła sprawa. Często sprawiają, że robimy głupie rzeczy. Jednak równie często są impulsem, do zrobienia czegoś, dobrego, wspaniałego. Kiedy one działają, nie myślimy o skutkach. W ogóle nie myślimy. Po prostu działamy. Ale nie o emocjach chciałam pisać, tylko o poście. Nawet jeśli kogoś obraża, dotyka, to go nie usunę, ani nie zmienię. Pokazuje, czemu tu jestem. Przedstawia on moją postawę w tamtej chwili. Oczywiście ta postawa mogła ulec drobnej zmianie. I uległa, ponieważ znalazłam wiele wartościowych i ciekawych blogów, których wtedy nie znałam. Wtedy widziałam tylko same gówna. Ale to się zmieniło. A skoro o blogach mowa, to mam taką małą wiadomość do Złotej Żmii. Chcę Ci tylko powiedzieć, że czytam twojego bloga od dawna i ciągle zbieram się, żeby skomentować. Jednak jeszcze nie skomentowałam, ponieważ piszesz tak fajną rzecz, że: po pierwsze, uważam że zasługujesz na taki naprawdę naprawdę dobry komentarz, a takowego szybko się nie pisze, szczególnie kiedy nie ma się zbyt wiele czasu. A po drugie, nie ma się do czego przyczepić, a ja lubię mieć się do czego przyczepić. To by było chyba na tyle. O, a wszystkim innym których obserwuję, to pewnie jakoś na święta, albo po świętach nadrobię zaległości i skomentuję, bo aktualnie nie mam za bardzo jak ;)
A na zakończenie, muszę się trochę po podniecać próbnymi testami gimnazjalnymi, które były już daawno temu, ale dopiero teraz mam okazję. Z rozprawki dostałam 10 pkt na 10! :D Pół mojej szkoły twierdziło, że jest trudny temat, w ogóle jakiś dziwny itd. A według mnie był nawet łatwy... Ale cóż, każdy myśli inaczej. Muszę się jeszcze pochwalić, że choć obowiązkowo trzeba było wypełnić jakieś 4/5 strony A4, to ja zapisałam ponad dwie ^^ I na cały ten ogrom tekstu miałam tylko 3 błędy! Jeden interpunkcyjny i dwa składniowe. Swoją drogą tylko ja jestem zdolna żeby napisać zdanie na 3 linijki. A później zdanie na 6 linijek... O.o
Dobra, już nie zanudzam ;)
Jeejku, jak to się dzieję, że zawsze się tu na dole tak strasznie rozpisuję? -,-
(w ciągu godziny aktualizowałam tego posta jakieś 4 razy, taki szczególik, jakby to kogoś interesowało xD)