poniedziałek, 29 września 2014

Did you miss me?

Czy jest tu jeszcze ktoś, kto pamięta mnie i to opowiadanie? Jeśli tak, to się bardzo cieszę i przynoszę dobre wiadomości!
  1. Żyję i nie umarłam! I teraz jestem Dumdibumb, a nie Noxnyks jak wcześniej
  2. To opowiadanie będzie kontynuowane! Mam nawet dwa fragmenty już napisane!
  3. W jednym z tych fragmentów mamy wreszcie spotkanie twarzą w twarz Lulu i Gabriela! Jeśli ktoś jest ciekawy i chciałby przeczytać, to napiszcie do mnie, a chętnie wyślę "przedpremierowo" 
A teraz parę złych wieści:
  1. Nie mam zielonego pojęcia, kiedy możecie spodziewać się następnego rozdziału, gdyż zdecydowałam, że najpierw przepiszę, poprawię i pozmieniam to, co już wstawiłam, bo mój styl pisania się zmienił i po prostu załamuję się, kiedy widzę te wszystkie błędy, które wcześniej napisałam
  2. Przez szkołę mam zajęte większość mojego wolnego czasu, więc to niestety prawdopodobnie trochę potrwa, aż cokolwiek napiszę i wstawię
Mam nadzieję, że ktokolwiek jeszcze tu jest (miło by było, gdyby ktoś się odezwał w komentarzu, to zawsze jakaś motywacja) i przepraszam, że zniknęłam na tak długo. Rok to chyba był, czy nawet dłużej?

A gdyby ktoś chciał poczytać moje inne opowiadania, albo ogólnie popatrzeć co innego robię w internecie, to zapraszam na moje konta AO3 i ff.net, bloga Za przyjaciół mając wyobraźnię, kartkę i ołówek i dwa konta na tumblrze: 1 i 2 ;)

czwartek, 27 grudnia 2012

Za przyjaciół mając wyobraźnię, kartkę i ołówek

Jeśli są zainteresowani, to tutaj wstawiłam już pierwszy post :)
Dla przypomnienia mówię, że jest to blog na którego będę wstawiała wszystko co mam. Jakieś luźne fragmenty, krótkie opowiadania, może wiersze.
A więc jeszcze raz zapraszam na Za przyjaciół mając wyobraźnię, kartkę i ołówek
adres:
http://luznekartkimajamoc.blogspot.com/

Jeśli chcecie czytać moje wypocinki, to zaobserwujcie :)

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Głupota podobno nie boli, ale na pewno wkurza. Szczególnie własna

Zdałam sobie sprawę, że popełniłam największy błąd, jaki może zrobić osoba pisząca cokolwiek. A mianowicie: nie dopracowałam osobowości głównej bohaterki. To jest najgorsza rzecz, jaką można zrobić - nie wymyślić do końca tej najważniejszej postaci w opowiadaniu. Wymyśliłam tylko jej wygląd, to jakim "potworkiem" jest i jakie ma relacje z innymi bohaterami. Co dziwne, wszystkich innych dopracowałam z każdym szczegółem, tylko nie Luizę. A ten mój głupi błąd jeszcze zyskuje, ponieważ piszę w narracji pierwszoosobowej.
Kolejnym moim błędem, jest chyba właśnie narracja. Nigdy nie pisałam w pierwszej osobie, zawsze w trzeciej. Tak wolę, tak mi łatwiej, tak wygodniej. Na tym opowiadaniu chyba chciałam trochę poćwiczyć pisanie w pierwszej. Mam przynajmniej motywację, żeby nie stwierdzić "pierdolę, nie piszę" i nie rzucić tego w cholerę, bo w końcu wystawiam to na widok publiczny. Chyba jednak nie wychodzi mi pisanie w tej osobie. No trudno, będę dalej ćwiczyć.

Co do ostatniego wpisu, a konkretniej niejasności jakie wynikły, a jeszcze konkretniej do komentarza Złotej Żmiji:
  • tak, An i Han jest zamiennie, bohaterka na imię ma Hanna 
  • tajemnicza paczuszka, zmiana oczu, włosów itp owszem, będą poruszone w następnym wpisie. Dlatego właśnie nie rozdzieliłam tego na kila rozdziałów, tylko jest to jeden rozdział podzielony na części
  • Luiza poszła do Hanny tylko dla tego, że miała ona tą paczkę. Hanna nie ma pojęcia o co chodzi i nie wie  co w paczce jest
  • nie urazisz mnie porównaniem do Zmierzchu, ponieważ nie czytałam tego, zostałam jedynie "siłą zmuszona" do obejrzenia filmu xD
  • Gabriel póki co może wydawać się takim sztampowym bohaterem. I prawdopodobnie taki jest. Nie wiem czemu, ale lubię takich. Jednak spróbuję zrobić coś, żeby czymś zaskoczył i nie był taki jakich wszędzie pełno
  • w życiu bym nie wpadła na zdrobnienie Gabryś xD Szczerze, niby takie pierwsze co na myśl przychodzi, ale ja na to nie wpadłam. Może to dla tego, że Gabriel i Oliwer to moje ulubione imiona męskie
  • nie jesteś ciemna, ani nic w tym stylu. Celowo nie ma tam wyraźnie powiedzianego "Gabriel i Hanna są parą" lub odwrotnie. Tak póki co wszystko na to wskazuję, ale lubię trzymać ludzi w niepewności ^^


A wracając do początku tego postu:
Znikam na chwilkę, dopóki nie dopracuję głównej bohaterki. Nie wiem kiedy to nastąpi, ale postaram się jak najszybciej. Może w między czasie wstawię kolejny fragment który mam już napisany, jeśli nie będzie wymagał bliższej interakcji z narratorką. Co może być trudne, ale cóż, zobaczymy.

Jeśli ktoś będzie tęsknił za moimi wypocinami, to ogłaszam wszem i wobec, że właśnie założyłam bloga, na którego będę wstawiała wszystko co mam. Jakieś luźne fragmenty, krótkie opowiadania, może wiersze (choć wierszami nie lubię się dzielić ze światem, jeśli nie podpisuję się pod nimi swoim własnym nazwiskiem. A przy opowiadaniach jakoś tak wolę pozostać anonimowa). A więc zapraszam na bloga Za przyjaciół mając wyobraźnię, kartkę i ołówek
adres:
http://luznekartkimajamoc.blogspot.com/


I jeszcze życzę wszystkim szczęśliwych, pogodnych świąt w gronie rodziny, smacznej kolacji wigilijnej (na którą sama za chwilę się wybieram ^^) i oczywiście góry prezentów! I jeszcze hucznego sylwestra w gronie przyjaciół i Nowego Roku 2013 jako roku spełnionych marzeń. Amen.


piątek, 14 grudnia 2012

Rozdział 2 część 2


                Wyskoczyłam z autobusu na następnym przystanku i pobiegłam w stronę domu Hanny. Szybko dotarłam na miejsce i zapukałam. Drzwi otworzyły się niemal natychmiast. Najpierw zobaczyłam burzę niebieskich włosów, a dopiero potem twarz i całą sylwetkę mojej przyjaciółki wychodzącej z mroku przedpokoju.
                -Hej Lulu! Byłaś już na rozmowie? – Uściskała mnie mocno. Zawsze wszystkich przytulała na powitanie, pożegnanie, pocieszenie, z radości, gdy chciała powiedzieć coś ważnego, gdy była zestresowania, gdy wpadła na jakiś pomysł, a także, kiedy nie wiedziała, co robić. Ogólnie, przytulała ludzi prawie cały czas. Z trudem wyślizgnęłam się z jej objęć.
                -Nie, jeszcze nie. Potrzebna mi ta paczka. Teraz. – powiedziałam z naciskiem – Spójrz na moje włosy!
                -Co z nimi? – spytała niepewnie, zbita z tropu – Są takie jak zwykle, długie, proste i czarne… - spojrzałam na swoje odbicie w lustrze znajdującym się za nią. Włosy były białe – Za to coś jest nie tak z twoimi oczami – zbliżyła się do mnie, by przyjrzeć się moim źrenicom. Zamknęłam oczy i westchnęłam
                -Dasz mi tą paczkę? Śpieszę się… -jęknęłam. Pokiwała głową i ruszyła w głąb domu.
                -Idź do salonu, napij się czegoś, zaraz ci ją przyniosę – krzyknęła ze schodów. Przeszłam przez próg domu, gdy nagle zatrzymałam się i skoczyłam do tyłu jak oparzona. Była taka jedna sprawa, przez którą rzadko bywałam w domu przyjaciółki. A teraz prawie o tym zapomniałam…
                -Han? – zawołałam cicho
                -Tak, Lu? – prawie od razu dostałam odpowiedź, a po chwili tuż przede mną pojawiła się dziewczyna
                -Gabriel jest w domu? – spytałam szeptem, lekko wycofując się do tyłu. Ona tylko zaśmiała się, prawdopodobnie z wyrazu mojej twarzy
                -Nie głuptasie, nie ma go. Nie masz się czym martwić – przytuliła mnie – Wybył z domu z samego rana, hałasując przy okazji niemiłosiernie. Mówił, że ma dziś wiele spraw do załatwienia, a po południu jakąś ważną rozmowę.
                -To dobrze… - uśmiechnęłam się słabo i już bez wahania weszłam do środka. Rozejrzałam się po małym, ciasnym i ciemnym pomieszczeniu. Sprawiało wrażenie, że dom jest nędzny i ubogi. Było to jednak tylko złudzenie. Otworzyłam drzwi przed sobą i przeszłam z sieni do ogromnego, bogatego holu. Zupełnie takiego samego, jak w filmach. No wiecie, szerokie, lekko skręcające białe schody, ze złoconą poręczą, wszędzie marmur, kosztowne obrazy, złote elementy ozdób i wielki, kryształowy żyrandol. Reszta domu nie była w tyle. Zawsze zastanawiałam się, skąd Gabriel i Hanna mają pieniądze, na utrzymanie tego wszystkiego. Spytałam kiedyś o to, lecz An odburknęła coś niewyraźnie i zaczęła nowy temat.
                Przeszłam do „Małego Pokoju Kominkowego” lub, jak to zwykła nazywać go Hanna PSC, czyli „Przyjacielskiej Strefy Ciepła”, a czasem „Przytulnej…”. Zależnie od tego, czy siedziała tam sama, czy z kimś. Ja wolałam jednak nazywać go MPK, bo to tak trochę śmieszniej.. To pomieszczenie różniło się od innych. Było nieduże, przytulne. Nie było tu żadnych złoceń, czy niepotrzebnych drogocennych rzeczy. Była za do kanapa i dwa fotele ze skóry, dywan-niedźwiedź i najważniejsze: kominek. Usiadłam po turecku tuż przed buchającym wesoło ogniem i czekałam.
                Po kilkunastu minutach Hanna weszła do pokoju i rzuciła się na fotel.
                -Lu, powiedz mi, czemu ty się go boisz? – spytała, kładąc małe pudełko obwinięte w brązowy papier obok mnie
                -Kogo się boję? – Odwróciłam się w jej stronę.
                -No Gabriela, głuptasie! – zaśmiała się – A więc czemu się go boisz?
                -Nie boję się go! – krzyknęłam
                -Załóżmy, że ci wierzę.
                -Naprawdę się go nie boję.  Ja po prostu go nie lubię…
                -Wiem, że go nie lubisz. Dlaczego? – powiedziała twardo
                -Przecież wiesz…
                -Dlaczego? – nie dawała za wygraną. Westchnęłam.
                -An, doskonale wiesz, jak wygląda sytuacja, jakie jest jego zachowanie w stosunku do mnie. I do całego świata. I jeszcze się pytasz, czemu go nie lubię? Może lepiej spytaj jego, dlaczego nie lubi mnie.
                -On cię lubi…
                -Tak, a trawa jest niebieska, jednorożce naprawdę istnieją, a delfiny mówią po ludzku – prychnęłam. – A nawet jeśli, to jakoś mało mnie to obchodzi.
                -Och, jaka ty jesteś czasem wkurzająca! Doskonale wiesz, że on cię lubi!
                -Mówię przecież, że nie obchodzi mnie to! – warknęłam – Może mnie lubić, może mnie też nienawidzić, wszystko mi jedno! Byle tylko przestał robić, to co robi! Nie pasuje mi to, jak się w stosunku do mnie zachowuje! Jasne?
                -Tak, tak, przecież wiem. I jestem po twojej stronie, naprawdę, nie krzycz… - przytuliła mnie
                -Która godzina?
                -12:58
                -Cholera, już tak późno?! Niedługo mam rozmowę o pracę! – krzyknęłam i poderwałam się do góry – Muszę lecieć! – wybiegłam z pokoju.
                -Ej, spokojnie, poczekaj! – zawołała za mną Han. Zatrzymałam się i odwróciłam do niej, patrząc pytająco – Zapomniałaś tego! – rzuciła mi paczkę, po którą tu przyszłam. Złapałam ją w ostatniej chwili. Odetchnęłam z ulgą. Gdyby upadła na ziemię, byłoby źle.
                -Och, dzięki, zapomniałabym! – uśmiechnęłam się do niej – Do zobaczenia później.
                -Powodzenia! I nie zapomnij języka w gębie, na tej rozmowie! – zaśmiała się – Pewnie i tak cię nie przyjmą, bo nie będziesz potrafiła powiedzieć nawet jak się nazywasz!
                -Mhm, dzięki za wsparcie i wiarę we mnie. – pokazałam jej środkowy palec i wyszłam z domu.
                To nie było tak, że nienawidzę Gabriela. Po prostu nie pałałam do niego zbyt wielką sympatią. Był irytujący, samolubny, arogancki, zbyt pewny siebie, można by nawet powiedzieć, że wywyższał się ponad innych, jakby uważał się za lepszego. I nieustannie dawał to wszystkim do zrozumienia. Jego styl bycia po prostu krzyczał wokoło „Patrzcie, jestem wspaniały, najlepszy, a wy, nędzne robaki, nawet nie możecie się ze mną równać!”. Takie przynajmniej odnosiłam wrażenie. Co prawda, był przystojny, a nawet atrakcyjny. Bardzo atrakcyjny. I było w nim coś takiego… Coś, co przyciągało. Większość dziewczyn wzdychała do niego. A on oczywiście z radością to wykorzystywał. A jakże inaczej? Z tego powodu współczułam Han, ale ona jakoś to znosiła. Uwodził te wszystkie biedne dziewczyny, a następnego ranka wywalał za drzwi. Chociaż, patrząc na to z innej strony, dobrze im tak, skoro od razu rzucają się do łóżka seksownemu facetowi, skoro zamiast spojrzeć na charakter, całą swoją uwagę skupiają tylko na ciele. Na tym atrakcyjnym ciele… Wspaniałej figurze, wprost idealnych, nie za małych, nie za dużych mięśniach… Na tej czarnej Czuprynie i oczach ciemnych jak otchłań, która do siebie woła, przyciąga, w którą chce się spadać i spadać bez końca…  Potrząsnęłam głową, z przerażeniem zdając sobie sprawę z toku własnych myśli. W każdym razie, Gabriel może i był atrakcyjny, ale był także arogancki i ogólnie okropny. Powtarzałam to sobie przez kilka minut. Gabriel. Jest. Niedobrą. Osobą. Hmm… Pasował idealnie do Laury. W ogóle lepiej dla świata by było, gdyby ta parka odczepiła się ode mnie i moich przyjaciół. Oczywiście ta głupia, tleniona blondyna już dużo razy próbowała przyciągnąć do siebie Gabriela. A on po mistrzowsku ignorował wszystkie jej zaloty, za co ma u mnie ogromnego plusa i coś w rodzaju szacunku. Oliwer jednak nie zauważał, że jego dziewczyna przystawia się do innego. A może wie i dlatego tak bardzo nienawidzi „konkurenta”? Zawsze, gdy ci dwaj są w jednym pomieszczeniu, ten słodki, zawsze miły i uprzejmy dla wszystkich Oli staje się prawie bestią. Między tymi dwoma od zawsze jest coś w rodzaju konkurencji, walki o to, który jest samcem alfa. Jednak skoro Oli wie, to czemu nie rzucił jeszcze tej suki? Czemu udaje, że wszystko jest w porządku? Najwyraźniej chyba nie wie… Albo nie chce wiedzieć, nie pozwala dopuścić do siebie tej informacji… Jak już mówiłam, lepiej dla świata by było, gdyby te dwa „czarne charaktery” zajęły się sobą. Oli zasługuje na kogoś lepszego! Na przykład na Hannę. Zatrzymałam się na chwilę. Ta myśl mnie przeraziła. Nie pasowało mi to, nie chciałam tego… Tylko nie wiem, która perspektywa przeraziła mnie bardziej: Oliwer z Han, czy Gabriel z Laurą…
                Coś niedobrego działo się z moją głową… Nachodziły mnie dziwne myśli. A dodatkowo bolała jak diabli, szczególnie w okolicach oczu. Mając nadzieję, że to pomoże, spojrzałam na słońce, ale… Zatrzymałam się przerażona i patrzyłam przez dłuższy czas w górę. Po chwili zdałam sobie sprawę, że stoję z otwartą szeroko buzią na środku chodnika, blokując innym ludziom przejście. Szybko przesunęłam się pod ścianę najbliższego budynku, nie spuszczając wzroku z nieba. To nie mogło dziać się naprawdę!


__________________________________________________
A więc jak widać, udało mi się dorwać komputer! :D Cieszycie się? To tylko dlatego, że nie poszłam dziś do szkoły, więc "nielegalnie" zasiadłam na krześle i przepisałam 5 i pół strony z mojego kochanego zeszytu B5 xD W ogóle to w takim zeszycie to wydaje się, że 5 stron to dużo, a tu ledwo nie całe 3 strony A4... Wiecie co? Wpadłam na genialny pomysł! Pole na tekst zrobię węższe, przez co optycznie tekst będzie wydawał się dłuższy! Oto mój niecny plan! Ale teraz mi się nie chce :D
Teraz moje tradycyjne jęczenie jak to jest źle:
I tu was zaskoczę, bo tym razem myślę że nie jest chyba tak źle. Jest nawet dobrze. Tylko nie wyszedł mi drugi dialog i te rozmyślania o Gabrielu, Hannie, Oliwerze i Laurze też mi tak trochę nie pasują. I w ogóle za dużo dialogu, za mało opisów. Ale wybaczę to sobie, wy może też mi wybaczycie.
Baardzo proszę, powytykajcie mi wszystkie błędy które znajdziecie, każdy nawet najmniejszy szczegół, który wam nie pasuje i się nie podoba, ok? Możecie też oczywiście powiedzieć co się podoba ^^ (o ile coś takiego jest) Mi w całym tym rozdziale najbardziej podoba się chyba MPK, tak przez przypadek wymyśliłam, a dopiero teraz się zorientowałam że to skrót od Miejskie Przedsiębiorstwo Komunalne :D A tak w ogóle wiecie, że Warszawskie MPK ma numer gg i skype? xD

Jest także jedna sprawa organizacyjna. Mianowicie chodzi mi o mój pierwszy pierwszy najpierwsiejszy post na tym blogu. Dwie koleżanki mówiły mi, że jest trochę wredny. Jeśli kogokolwiek nim uraziłam, to bardzo przepraszam. Pisałam go pod wpływem emocji. Pod wpływem tych samych emocji założyłam tego bloga. I wpadłam na pomysł napisania tego opowiadania. Emocje to niezwykła sprawa. Często sprawiają, że robimy głupie rzeczy. Jednak równie często są impulsem, do zrobienia czegoś, dobrego, wspaniałego. Kiedy one działają, nie myślimy o skutkach. W ogóle nie myślimy. Po prostu działamy. Ale nie o emocjach chciałam pisać, tylko o poście. Nawet jeśli kogoś obraża, dotyka, to go nie usunę, ani nie zmienię. Pokazuje, czemu tu jestem. Przedstawia on moją postawę w tamtej chwili. Oczywiście ta postawa mogła ulec drobnej zmianie. I uległa, ponieważ znalazłam wiele wartościowych i ciekawych blogów, których wtedy nie znałam. Wtedy widziałam tylko same gówna. Ale to się zmieniło. A skoro o blogach mowa, to mam taką małą wiadomość do Złotej Żmii. Chcę Ci tylko powiedzieć, że czytam twojego bloga od dawna i ciągle zbieram się, żeby skomentować. Jednak jeszcze nie skomentowałam, ponieważ piszesz tak fajną rzecz, że: po pierwsze, uważam że zasługujesz na taki naprawdę naprawdę dobry komentarz, a takowego szybko się nie pisze, szczególnie kiedy nie ma się zbyt wiele czasu. A po drugie, nie ma się do czego przyczepić, a ja lubię mieć się do czego przyczepić. To by było chyba na tyle. O, a wszystkim innym których obserwuję, to pewnie jakoś na święta, albo po świętach nadrobię zaległości i skomentuję, bo aktualnie nie mam za bardzo jak ;)

A na zakończenie, muszę się trochę po podniecać próbnymi testami gimnazjalnymi, które były już daawno temu, ale dopiero teraz mam okazję. Z rozprawki dostałam 10 pkt na 10! :D Pół mojej szkoły twierdziło, że jest trudny temat, w ogóle jakiś dziwny itd. A według mnie był nawet łatwy... Ale cóż, każdy myśli inaczej. Muszę się jeszcze pochwalić, że choć obowiązkowo trzeba było wypełnić jakieś 4/5 strony A4, to ja zapisałam ponad dwie ^^ I na cały ten ogrom tekstu miałam tylko 3 błędy! Jeden interpunkcyjny i dwa składniowe. Swoją drogą tylko ja jestem zdolna żeby napisać zdanie na 3 linijki. A później zdanie na 6 linijek... O.o

Dobra, już nie zanudzam ;)

Jeejku, jak to się dzieję, że zawsze się tu na dole tak strasznie rozpisuję? -,-

(w ciągu godziny aktualizowałam tego posta jakieś 4 razy, taki szczególik, jakby to kogoś interesowało xD) 

wtorek, 4 grudnia 2012

Szlaban

Uwaga uwaga!
Dostałam szlaban. Zabierają mi tableta i oddają dopiero na święta. I oprócz tego na
wszystko inne też mam szlaban (jeśli to kogoś obchodzi). Zagrożenie z biologii i geografii i 2 z religii robią swoje. Ale co z tego że mam dużo dobrych ocen... No cóż, nie ważne.

W każdym razie, tak mniej więcej do świąt mnie nie ma.
Może uda mi się w między czasie dorwać do komputera i  przepisać i wstawić rozdział do końca. Albo może uda mi się stopniowo dodawać małe jego części. Zobaczymy.
Ale nic nie obiecuję!

I przepraszam :(

piątek, 30 listopada 2012

Rozdział 2 część 1

Siedziałam w autobusie i wierciłam się nerwowo. Zazwyczaj się tak nie denerwowałam, bardzo trudno było mnie wytrącić z równowagi lub zestresować. Ale chciałam mieć tą pracę, potrzebowałam jej. Może nie było to nie wymarzone zajęcie, ale najlepiej płatne ze wszystkich, które dotychczas znalazłam. Potrzebowałam pieniędzy i to bardzo. Oliwer oferował, że mi pożyczy, ale się nie zgodziłam. Chociaż byliśmy przyjaciółmi od zawsze, nigdy nie chciałam być mu czegokolwiek winna. Nikomu nie chciałam.
                Przeczesałam dłonią włosy i zaczęłam uporczywie rozplątywać supły. Wiele osób mówiło mi, że mam piękne włosy. Długie, proste, kruczoczarne. Wmawiali mi to od zawsze, mówili, że każdy inny kolor, który by się pojawił, czy w sposób naturalny, czy sztuczny, popsuł by mnie. Dosłownie. Uważali, że to zniszczyłoby to moją duszę, serce i umysł. Mówili, że jest dobrze, tak jak jest. Próbowałam im wierzyć. Niestety, nie udawało mi się. Za każdym razem, gdy patrzyłam w lustro, czułam jakby czegoś brakowało. Jakbym była niepełna, jeszcze niedokończona. Ale jednocześnie w głębi duży wiedziałam, że niedługo to się zmieni.
                Zaczęłam bawić się włosem, który zaplątał mi się na palcach. Spojrzałam na niego i rozszerzyłam oczy ze zdumienia i strachu. Zamrugałam kilka razy, bo nie mogłam uwierzyć w to, co zobaczyłam. Mój włos był... biały. Nie siwy, nie platynowy, nie szary, nie blond. Był biały! Szybko wyrwałam kilka innych. Wyglądały tak samo. Rozejrzałam się nerwowo, by sprawdzić, czy ktoś zauważył zmianę koloru, ale wszyscy byli zajęci swoimi sprawami. Nerwowo zaczęłam szukać lusterka w torebce. Spojrzałam na swoje odbicie, a moje obawy się potwierdziły. WSZYSTKIE włosy były BIAŁE! Przyjrzałam się uważnie swoim oczom. Tak jak myślałam, na źrenicach pojawiły się białe plamki. Wygrzebałam telefon i wybrałam numer.
-Hanna? Hej! Masz może w domu tą moją paczkę, którą ostatnio odebrałaś dla mnie z poczty? - pisnęłam do słuchawki, gdy odebrała. Po chwili odetchnęłam z ulgą, gdy usłyszałam odpowiedź - To dobrze. Za 5 minut u ciebie będę.



___________________
Dzisiaj krótko marnie i niewiele. Stwierdziłam, że nie będę robić z tak małej ilości tekstu całego rozdziału. Więc podzieliłam rozdział na części.
Drugą dodam może jeszcze dziś, może jutro, ewentualnie pojutrze.
Słabo chyba mi ten kawałek poszedł. Jest kilka powtórzeń (których nie cierpię i za które gnębię znajomych) chyba źle powstawiałam
przecinki i nie zaczyna się zdań od "ale". Nie wiem co się ze mną dzieje :( Ale obiecuję poprawę! (Wiem, wiem, "ale") Nie wiem kiedy, ale się poprawie. A tak w ogóle, dziękuję, że to czytacie, że mam aż 4 obserwatorów (!), chociaż od początku daję wam tu niezłego gniota.
Wiecie że ja jeszcze jestem w szkole? ;( Nie mogę na tablecie robić tabulatura, więc naprawię to jak usiąde do komputera.
Jeszcze raz dzięki że jesteście ;)

_______
EDIT: naprawiłam już akapity. Nie wiem kiedy wstawię dalszą część, postaram się najpóźniej we wtorek.

sobota, 10 listopada 2012

Rozdział 1


Siedziałam przed lustrem wpatrzona w swoje odbicie. Miałam dziś umówione ważne spotkanie, więc chciałam wyglądać idealnie. Oczywiście rzeczywistość nie zawsze odzwierciedla nasze pragnienia. Moja twarz przypominała pole niedawno zakończonej bitwy. Różnokolorowe kreski ciągnęły się od skroni, poprzez policzki, aż po brodę. Tak właśnie się dzieje, gdy malujesz się jakoś bardziej odstawnie raz na rok, a potem próbujesz to zrobić, gdy jesteś zestresowana. Pokręciłam z rezygnacją głową i wzięłam się za zmywanie katastrofy z mojej twarzy. Gdy wszystkie nadprogramowe linie i kolory zniknęły, wzięłam do ręki czarną kredkę do oczu i tusz do rzęs. Mój "klasyczny" makijaż sprawdzał się zawsze i wszędzie, więc dlaczego dzisiaj miałoby być inaczej?
            Usłyszałam ciche pukanie, a po chwili drzwi uchyliły się lekko ze skrzypieniem. Między futryną a drzwiami pojawiła się uśmiechnięta głowa z niebieskimi oczami i blond loczkami.
            -Co tam Lulu? - Wyszczerzył się przybysz
            -Hej Oli! Nie czaj się w progu, tylko właź do środka. Przecież cię nie zjem. – Od razu gdy go zobaczyłam, uśmiechnęłam się szeroko.
            -No czy ja wiem… - udawał przestraszonego – ostatnio dostałem butem po głowie…
            -Bo wlazłeś mi do łazienki! – krzyknęłam i udawałam, że zdejmuję klapka, by w niego rzucić
            -Oj tam, taki szczegół – Mrugnął do mnie i znów się wyszczerzył. Założyłam szybko czarne dżinsy i białą bluzkę na ramiączka, nie zwracając uwagi na to, że Oliwer siedzi obok. Znaliśmy się praktycznie od zawsze, razem się wychowaliśmy. Znaliśmy się na wylot, więc takie rzeczy jak przebieranie się przy sobie, nie były dla nas problemem.
            -Widziałeś gdzieś może mój biały stanik i czarny żakiet? – Spytałam, rozglądając się ze zrezygnowaniem. Po chwili rzucił we mnie biustonoszem, a dosłownie pięć sekund później na mojej głowie wylądował żakiet – A nie mogłeś podać mi tego jak cywilizowany człowiek? – Fuknęłam na niego, jednak on nie zwrócił na mnie uwagi, tylko rozłożył się na moim łóżku. – O czym myślisz? – Spytałam przysiadając obok.
            -Muszę niedługo iść do sklepu, kupić coś fajnego – Odwrócił w moją stronę głowę – Moja dziewczyna ma niedługo urodziny – usiadł obok i przytulił się do mnie – Ślicznie dziś wyglądasz, wiesz?
            -Mały wredny kłamczuszek z ciebie. A co chcesz jej kupić?
            -Ej! Mały to ja byłem, jak miałem pięć lat! – Obruszył się i udawał obrażonego.
            -No dobrze, dobrze, duży chłopczyku. To co kupisz?
            -Jeszcze nie wiem. Stresujesz się przed spotkaniem?
            -I to jeszcze jak…
            -Nie martw się, na pewno dostaniesz tę pracę. – Poklepał mnie po ramieniu. Wstał i podszedł do drzwi – Muszę lecieć. Zabieram Laurę do restauracji.
            -Jesteś dla niej za dobry! – Opadłam z rezygnacją na łóżko. Oliwer spojrzał na mnie smutno.
            -Czemu jej tak bardzo nie lubisz? – spytał cicho
            -Naprawdę nie widzisz, że to skończona idiotka i zimna suka? WSZYSCY to widzą – powiedziałam po raz kolejny. Odbywaliśmy już tą rozmowę wiele razy, zawsze z tym samym skutkiem.
            -A więc wszyscy się mylą – odpowiedział tak jak zwykle – Powodzenia na rozmowie – Uśmiechnął się i wyszedł.
            Byłam zła, że Oliwer nie mógł przyjąć do wiadomości, że Laura była przesączona złem do szpiku kości; że tak dawał się wykorzystywać. Ale właśnie taki był Oli. Widział w ludziach głównie ich dobre cechy. Same pozytywy. Był pozytywnie nastawiony do życia. Zawsze miły, uśmiechnięty. Uczciwy jak mało kto, szczery, pomocny. Gdy kogoś kochał, to całym sobą. Rozpieszczał swoją dziewczynę, zawsze miał dla niej czas. Był na każde skinienie. Wspaniały, miły, słodki, ciepły, kochający, czuły Oli. Po prostu ideał chłopaka. Tak, to właśnie mój najlepszy przyjaciel, dla którego od zawsze jestem niczym siostra…


____________________________________________________________
Więc o to wreszcie napisałam i wstawiłam pierwszy rozdział! Pisałam go chyba razem 5 dni, na lekcjach w szkole. W szkole całkiem wygodnie się pisze, kiedy lekcja jest nudna. Nikt ci nie przeszkadza, nikt nie ma do ciebie żadnych wątów, bo wygląda jakby się siedziało i notowało. No po prostu żyć nie umierać!
Tak teraz patrzę na te moje marne wypociny, to tak myślę że w moim zaszycie wydawało się to wszystko trochę dłuższe. A tu takie króciutkie coś! I czuję się okropnie, że taką marnotę i gniota tu wstawiam na widok publiczny! Nie wyszło mi to, po prostu nie wyszło. Choć to mało powiedziane. To jest okropne, złe, beee i w ogóle fuuu! Ale cóż, już przeczytaliście, więc przepraszam za krwawienie oczy przez te moje marne wypociny. A jeśli ktoś najpierw czyta notkę na dole, a dopiero potem moją twórczość to ostrzegam: nie czytaj!!! A jeśli i tak chcesz, to życzę miłej tortury :)
No dobra, może nie jest tak źle, ale myślałam że napiszę to lepiej... Ale po prostu mi nie wyszło. Mam nadzieję że następne rozdziały będą lepsze i że ten początkowy niewypał nie wyrobi wam niedobrego zdania o "Paranormal Shit". Jak to mówią "warto mieć nadzieję"!
Bardzo ładnie proszę, skomentujcie i wytknijcie mi wszystkie błędy, żeby następny rozdział był lepszy, bo ten na prawdę mi się nie podoba...